Poznajcie Andrew Starykowicza. Najszybszego kolarza w historii Ironman!

Napisał:  środa, 19 grudzień 2012 08:47

Andrew Starykowicz jest amerykańskim zawodnikiem Pro startującym w triathlonach na różnych dystansach. Kilkukrotnie wygrywał on wyścigi na dystansie Ironman.  Andrew startował na początku sezonu w Abu Dhabi Triathlon gdzie w wyniku nieszczęśliwego wypadku zmagał się z kontuzjami i został zmuszony do pozostania na terenie Emiratów Arabskich. O tym będziemy pisać już wkrótce. Jak sam mówi: w jego żyłach płynie w 5/8 polska krew. Podczas tegorocznego Ironman Florida (3 Listopad) Andrew Starykowicz ustanowił najszybszy międzyczas roweru (112 mil - 180 kilometrów) w historii Ironman'a. Jego międzyczas wyniósł dokładnie: 4 godziny, 4 minuty i 39 sekund. Czytacie to wporządku - 4:04;39. Daje to średnią prędkość ponad 44 kilometrów na godzinę. Poprzedni rekord należał do Andreasa Realerta - 4:11;42 - Roth 2011. O tym jak Andrew tego dokonał przeczytacie w jego raporcie startowym.

 

Kiedy skończyłem mój pobyt w rodzinnej Sarasocie, cały czas odczuwałem uszkodzenia mięśni po moim prawie zwycięstwie podczas triathlony Rex3 na Florydzie. Ostatni tydzień spędziłem na regeneracji. Polegało to na wykonywaniu naprawdę łatwych i rozsądnych treningów, odpowiednim odżywaiu się, odpoczywaniu a także minimalnym obciążaniu moich nóg. W czwartek ruszyłem się na rozruch - wykonałem kilka przebieżek które dały mi dziwne wrażenie, że najprawdopodobniej uda mi się zregenerować i dobrze wystąpić podczas Ironman Florida. 

Startowy poranek nie rozpoczął się tak jak planowałem. Gdy dotarłem do strefy zmian okazało się, że nic nie chce przykleić się do mojego roweru. Nawet mój numer startowy naklejony dzień wcześniej odklejał się pod wpływem wilgoci. Po tym jak upewniłem się, że mój plan odżywania i jedzenie jest w porządku zdałem sobie sprawę, że na rozgrzewkę nie będę mógł wykonać pływania - zapomniałem swoich okularków. Cały czas próbując nie zestresować się za mocno rozgrzałem się podczas truchtu do hotelu. Na minuty przed startem moja narzeczona (od paru dni żona - przypis xTRI) - Jill która także startowała, podbiegła do mnie z przedstartowym buziakiem - mieliśmy tylko chwilę by życzyć sobie nawzajem powodzenia.

Bum - rozległ się ten znany wszystkim wybuch działa. Momentalnie zająłem miejsce w czołowej trójce. 5 metrów po mojej lewej był jeden zawodnik, drugi był 3 metry po mojej prawej. Była to ostra rywalizacja bark w bark przez pierwsze 500 metrów. Dopiero potem się nieco połączylismy. Na czole płynął 1 zawodnik, następnie solidna paczka 10 - jeden za drugim - płynęliśmy w ten sposób przez kolejne 35 minut. Gdy wypłynęliśmy na ostatnią prostą drugiej pętli (zostało 900 metrów) wpadliśmy na paczkę Age Groupersów którzy kończyli właśnie pierwszą pętlę pływania. Nasza paczka została rozbita i musiałem przełączyć się w tryb polo. Przecieliśmy ekipę AG jak miękki nóż tnie masło - przepraszam wszystkich po których przepłynąłem i tych którym moje umiejętności z water polo nie przypadły do gustu.

Z wody wyszedłem nie mając pojęcia co stało się z innymi - w sumie to nie interesowało mnie to za bardzo. Teraz miałem przystąpić do egzekucji podczas mojego ulubioneg etapu wyścigu. W tym momencie speaker powiedział: "Andrew Starykowicz - drugi z wody". Tak jest! Sprawnie przebrnąłem strefę zmian upewniając się, że mam wszystko i ruszyłem na rower.

Wskoczyłem na maszynę i wiedziałem że czas na ostrą jazdę. Rozbujałem maszynę i powiedziałem sobie, że czas się rozgrzać - powietrze wciąż było dość chłodne. Pierwsze 10 mil poniżej 22 minut, 20 mil w 42:30, na mili 50 miałem czas 1:48:10 - 1:50 szybciej niż mój cel który zakładał rower w 4:06;24 (22 minuty na klażde 10 mil). Na mili 55 miałem okazję rzucić okiem na resztę Prosów. Powstały 2 bardzo duże - niby legalne peletony. Jeden człowiek przeciwko reszcie. Zabawiałem się z moją kadencją i próbowałem szukać prędkości.

img 7862

Po drodze zauważyłem flagi które pokazały mi dlaczego praktycznie "leciałem", wiadł delikatny ale sprzyjający wiatr. Gdy jechałem już pod wiatr zacząłem wykręcać czasy powyżej 22:30 na 10 mil, ale widziałem, że ostatnie 20 będzie przejechane w korzystnych warunkach. W okolicach 110 mil upewniłem się, że uda mi się zniszczyć mój cel 4:06. W tym momencie musiałem się skupić na uniknięciu zbytniego podniecenia i zrelaksować się. Po 112 milach, 8 idealnych wymianach bidonu, 2 Zico, 1400 kaloriach Gu Roctane i Chompsów, a tekże 400 kaloriach batonów energetycznych byłem gotowy na bieg. W sumie to niekoniecznie na bieg - raczej na zejście z roweru. 

W T2 było sporo zabawy. Dobiegłem do namiotu z torbami, złapałem moją i udałem się do przebieralni. Ubrałem buty i zacząłem bieg. Gdy opuszałem strefę zmian zobaczyłem, że zegar nie przekręcił jeszcze 5 godzin. Teraz tylko maraton w 3 godziny - 6:52 min/milę (4:16 min/km - przypis xTRI) i jestem poniżej 8h na mecie. Był to mój wyśniony cel na ten dzień i w tym momencie jeszcze go czułem.

 

Pierwsza mila była dokładnie w 6:50. Druga i trzecia tak samo. Kiedy dotarłem do mili 3 słyszałem sporo szumu docierającego z walkie talkie umieszczonego na prowadzącym rowerze. Na mili 4.5 dostałem jedyny międzyczas jaki usłyszałem przez cały dzień. Maz ponad 17 minut przewagi na mili 1. Normalnie jestem świetny w matematyce (Andrew jest inżynierem - przypis xTRI), ale teraz nie mogłem rozgryźć o ile szybciej muszą biec ci z tyłu by mnie dogonić. Postanowiłem skupić się tylko na bieganiu i następnym razem spróbować mieć 12 lub 26 minut przewagi by matematyka była łatwiejsza (maraton ma 26 mil - przypis xTRI). Jedno było pewne - byłem daleko na trasie i było bardzo cicho.

055

Na pierwszym nawrocie na mili 6.5 sprawdziłem mój zegarek i zacząłem liczyć. Do czasu gdy zobaczyłem Jana Raphaela straciłęm już rachubę kiedy się odwróciłem. Wszystko co wiedziałem to, że byłem już daleko od nawrotu, a Jan miał za sobą watachę pościgową. Temperatury zaczynały się podnosić do 90 stopni Fahrenheita (ponad 30 st. celcjusza) - na trasie nie było cienia. Na połówce posiliłem się Roctane ale nie było tam bufetu. Truchtałem przez mile 12-14 zdeserowany wyszukując następnej Aid Station. Temperatura mojego ciała była bardzo wysoka i miałem wrażenie jakbym miał się stopić. Ponownie nie chwyciłem splitu nad Janem ze względu na wyszukiwanie pomocy. W końcu nastał znacznik 14 mili i udało mi się zapanować nad temperaturąciała. Na mili 17 przestałem się pocić, zacząłem zwalniać na bufetach i regulować moją temperaturę ciała, a także przyjmować więcej napojów i jedzenia. Jeżeli miałbyś coś co było zimne i chciałbyś to sprzedać - byłem pewnym klientem. Mila 19.5 była ostatnim nawrotem, zacząłem sobie podśpiewywać mój czas aby go zapamietać. Minuty mijały zanim zobaczyłem Jana. Był on wciąż ponad 7 minut za mną. 7 minut, a zostało tylko 10 kilometrów. Biegnij i wygrałeś - dokładnie to zrobiłem. Tunel dźwięku od mili 25-26 był fenomenalny, mila która prawie mnie roztopiła półtora godziny temu, teraz podkreślała cały ten dzień. Wiele znajomych twarzy, a także nowych krzyczało słowa otuchy.

Do mili 26.15 nigdy nie wiesz czy wygrasz ten wieli wyścig. Czasami masz doskonałą formę i po prostu przegrywasz. Innymi razy masz formę i jesteś w stanie wykrzesać z siebie niesamowitą moc. Zwolniłem do marszu z szalonymi skurczami w moich nogach i rozkoszowałem się ostatnimi metrami.

 

Po finiszu przyczołgałem się na metę ze skurczami w moich nogach by podziękować wszystkim którzy tak mnie wspierali. Podziękowałem Bogu za pozwolenie by słońce świeciło i pchało mnie przez cał dzień. Potrzebowałem kilku sekund by pozbierać myśli bo wiedziałem, że zaraz ktoś wetknie mi mikrofon przed twarz i będę musiał powiedzieć coś inteligentego.

Po kilku kolejnych minutach zdałem sobie sprawę, że Jill walczy na trasie. Nie trenowała przez ostatnie 3 tygodnie ze względu na kontuzje jednak parła do przodu. Po ostudzeniu się poszedłem na trase by pozdrowić Jill rozpoczynającą drugą połówkę maratonu. Uściskaliśmy się, porozmawialiśmy i kazała mi przypomnieć jej, żeby nigdy nie robiła kolejnego Irona. Udała się na dalszy bieg, a ja pod prysznic - przez kolejne 2 godziny trzymałem nogi w górze. 

 

Potem wróciłem jeszcze na metę by przywitać finiszującą Jill i innych zawodników w ostatnich 2 godzinach wyścigu.

JILLFINISH
Dla wszystkich fanów cyferek przedstawiam wykres: 

IMFL-MPRO-Race

Pływanie: Podczas wyścigu lecieliśmy 1:17/100m, w piance, w słonej wodzie. Przekładam to na 1:29 w 50 m basenie nie biorąc pod uwagę fal, prądów i amatorów. których tego dnia było sporo. 

Rower - Ścigałem się na nowej Orbei Ordu z C75 jako moim przednim kołem. Nie używam pomiaru mocy, ale na podstawie treningu, danych historycznych, a także zebranych z dnia zawodów (tętno) strzelam, że uśredniona moc była w okolicach 360-365W, a znormalizowana około 2-3% wyżej. Moja aktualna waga to 81.5 kg. 

Bieg - biegłem 3:00 do 30k i wtedy odpadłem ze względu na zmęczenie i odżywianie.

Dzięki za przeczytanie mojego raportu startowego! Pozdrawiam wszystkich ciężko trenujących czytelników xTRI.pl. Dzięki za bycie częścią naszej wielkiej ogólnoświatowej rodziny.
Pozdrawiam

Andrew

Andrew Starykowicz

Podczas wygranego w tym roku Ironman Florida najszybciej w historii pokonał etap rowerowy. Na trasie spędził tylko 4:04;39. 180 km pokonał ze średnią prędkością ponad 44 km/h.

Wielokrotnie triumfował w znanych amerykańskich seriach imprez: m. in. Rev3. 

Strona: astarykowicz.blogspot.com/

Szukaj

Śledź nas

  • Facebook: xTRIpl
  • FeedBurner: http://xtri.pl/index.php?option=com_k2&view=itemlist&format=feed&type=rss
  • Google+: 115445177597970240065
  • Twitter: xTRI_pl
  • YouTube: portalXTRIpl

Reklama

TriCarbon

Zapisz się do Newslettera

Podaj nam swój adres email a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach i konkursach.
*Twój adres email nie będzie udostępniany osobom trzecim.